|
Historia mojego znaleziska
Już od czasów liceum bardzo fascynowała mnie historia. Postanowiłem więc, na podstawie książek, rozpocząć poszukiwania namacalnych śladów naszych przodków.
Moje pierwsze poszukiwania rozpocząłem od kupna bardzo dokładnych map topograficznych i nanoszenia na nie potyczek, bitew i obozowisk żołnierzy polskich z różnego okresu walk. Moje wiadomości po przeczytaniu wielu książek weryfikowałem w terenie, i tak to sie zaczęło - te moje hobby.
Pierwsze znaleziska w postaci odłamków pocisków, łusek karabinowych i wojskowych guzików uświadomiły mi, że w naszej Polskiej Ziemi tkwi bardzo wiele pamiątek z tamtych krwawych dni. Następnym moim krokiem było więc kupno wykrywacza metali, a co za tym idzie saperki i plecaka. W związku z tym, że mieszkam na osiedlu Tarchomin, moje poszukiwania rozpocząłem właśnie w tym rejonie.
Pięknego jesiennego dnia, a było to w pażdzierniku 2004 roku, ja i mój kolega postanowilismy wybrać sie na poszukiwania w okolice Choszczówki. Teren ten był wielkim polem walki oddziałów radzieckich z niemieckimi w pażdzierniku 1944 roku. Oczywiście w wyzwoleniu tych rejonów nie zabrakło naszych wojsk AWP, które wspólnie z 47 i 70 Armią Radziecką próbowały oczyścić ten rejon z wojsk niemieckich.
I tak rozpoczęło się żmudne przeczesywanie leśnych zaułków z wykrywaczem i saperką w rękach. Aż tu nagle pod moją sondą, przy drzewie, usłyszałem bardzo mocny sygnał, który wskazywał na obecność pod ziemią jakiś metalowych przedmiotów. Rozpocząłem więc delikatne wykopywanie. Po wykopaniu sporego dołka moja saperka uderzyła w metalowy przedmiot, który po wyciągnieciu okazał się być aluminiową menażką niemiecką z 1941 roku. I wtedy się zaczęło...
Sygnał nadal wskazywał obecność innych przedmiotów. Po wykopaniu ośmiu menażek, dwóch manierek, widelca i pasa niemieckiego z alumiową klamrą, okazało się, że wszytkie te przedmioty były w dwóch niemieckich plecakach. Ale to nie wszystko. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu z dna plecaka wyciągam polski pas i... piękną biało-czerwoną opaskę, na której widnieją litery WP, pomiędzy nimi piękny orzeł w koronie, a pod nim numer plutonu 704. Proszę wyobrazić sobie, jak bardzo byłem wzruszony i zdziwiony jednocześnie. Pierwsza myśl, jaka przeszła mi przez głowę to "Byli tu Powstańcy !!!". Sam nie mogłem w to uwierzyć.
Po przybyciu do domu od razu zacząłem wertować książki i szukać w internecie jakiś wskazówek, dotyczących historii tego mojego skarbu. Aż tu nagle, w wyszukiwarce internetowej, pojawia się nazwisko Pana podchorążego Tadeusza Gołębiewskiego, który był dowódcą 704 plutonu AK, wchodzącego w skład batalionu "Znicz" VII obwodu AK "Obroża", walczącego i stacjonującego w tym rejonie.
Moja ciekawość nie miała granic. Zacząłem więc drążyć ten temat jeszcze bardziej. W końcu postanowiłem dowiedzieć się, czy ktoś z tego oddziału jeszcze żyje, a może nawet sam dowódca!? Od razu wziąłem telefon do ręki i wykręciłem numer do Polskiego Związku Kombatantów AK, a tam po chwili oczekiwania miła Pani powiadomiła mnie że dowódca 704 plutonu Pan Tadeusz Gołębiewski żyje. Długo się nie namyślając poprosiłem o jakiś kontakt, np. w postaci numeru telefonu, no i ... oczywiście udało się!
I tak właśnie, po bardzo żmudnej detektywistycznej pracy, udało mi się dotrzeć do samego źródła informacji i wyjaśnić historię zakopania tej właśnie opaski.
Tomasz Fijałkowski (Tominew)





|