|
Węgrzy - sojusznik powstańców
Omawiając
działania "Grupy Kampinos", nie można pominąć zdarzeń,
jakie miały miejsce w związku z kwaterowaniem w rejonie
jej działania wojsk węgierskich, które według
niemieckich zamierzeń miały odgradzać puszczę od
Warszawy.
Wojska te
w końcu lipca 1944 r. zostały zakwaterowane w okolicznych wsiach, blisko i na trasach przemarszów
naszych oddziałów. Dla uregulowania wzajemnych stosunków
kpt. "Szymon" nawiązuje kontakt z dowódcą węgierskiej
dywizji stacjonującej w Laskach, a następnie delegowana
zostaje na rozmowy delegacja oficerów "Grupy
Kampinos".
Węgrzy ze
zrozumieniem i sympatią odnieśli się do naszych działań
powstańczych. Nie przyjęli wprawdzie propozycji
przekazania nam części broni i amunicji, ale zgodzili
się na zawieszenie broni, co umożliwiło naszym oddziałom
swobodne przemieszczanie się w rejonach stacjonowania
ich wojsk.
Umożliwiło
to między innymi przejście naszych oddziałów
maszerujących na Warszawę.
Z zawieszenia broni korzystali również Węgrzy. Duży ich
oddział dowodzony przez por. Sandora Zelinka został
przepuszczony przez tereny zajmowane przez "Grupę
Kampinos".
Zdarzało
się, że żołnierze węgierscy opuszczali swoje oddziały i przyłączali się do partyzantów. Byli dzielnymi
żołnierzami, wierni "Grupie Kampinos" walczyli w jej
szeregach do końca.
Obecność
Węgrów powodowała, że choć przez krótki okres ludność w miejscowościach, w których kwaterowali, czuła się
bezpieczniej. Żołnierze węgierscy często z własnej
inicjatywy manifestowali swoją przyjaźń i sympatię do
Polski i Polaków.
Wielka
była radość w Zakładzie Niewidomych w Laskach, kiedy to w jedną z sierpniowych niedziel węgierska orkiestra
wojskowa grała na dziedzińcu szpitala powstańczego
polskie melodie wojskowe.
Niestety,
obecność Węgrów na tych terenach nie trwała długo.
Niemcy zorientowali się, że nie mogą na nich liczyć, i zastąpili ich oddziałami "własowców".
Jednak
"Grupie Kampinos" dane było jeszcze raz spotkać się z wojskami węgierskimi. Nastąpiło to po wyjściu z puszczy
pod Jaktorowem, gdzie toczono ostatni bój. Stacjonujące
tu oddziały węgierskie, pozorując branie do niewoli,
ratowały przed Niemcami partyzantów rozbitych oddziałów.
Tak było między innymi w Budach Zosinych, gdzie Węgrzy
chwycili za broń, odgradzając kilkudziesięciu naszych
żołnierzy od usiłujących ich zabrać esesmanów [ZH 7, s.
24-26].
Wielu
żołnierzy "Grupy Kampinos", po rozbiciu pod Jaktorowem,
ocalenie przed śmiercią, lub niewolą zawdzięcza
oddziałom
węgierskim.
|