|
Służby techniczne i kwatermistrzowskie
Sztab
"Obroży", odsunięty wskutek rozwoju sytuacji od
bezpośredniego wpływu na działalność bojową, rozwinął
intensywną działalność swoich służb kwatermistrzowskich
i technicznych, działających na rzecz walczących
oddziałów i ludności cywilnej.
Na terenie Związku
Spółdzielni Mleczarsko-Jajczarskich przy ul. Hożej 51
kwatermistrz "Obroży" mjr inż. Tomasz Dziama "Roman"
zorganizował od pierwszych dni powstania kuchnię
żołnierską.
Znaczne zapasy żywności
zgromadzone w dużych magazynach "Jajczarni", obejmujące
tony masła, cukru, miodu, serów twardych i topionych,
tysiące jaj itp. Pozwalały z pewnym spokojem spoglądać w przyszłość, z punktu widzenia możliwości wyżywienia
żołnierzy zgrupowania.
W pobliskim zakładzie
przetwórczym żywności Strójwąsa przy ul. Hożej 57
zabezpieczono także duże zapasy żywności w postaci zup w proszku, suszonych jarzyn i grzybów, różnych przypraw,
kilku beczek solonych grzybów itp.

Niezależnie od zapasów
żywności na terenie zakładu Strójwąsa zabezpieczono
cenne urządzenia techniczne związane z produkcją, między
innymi silnik spalinowy z prądnicą, stanowiący agregat
prądotwórczy, baterie akumulatorów, młynki i mieszarki
elektryczne o dużej wydajności, centralkę telefoniczną
32-numerową i wiele innego sprzętu. Znaleziono tam
ponadto 5 dużych beczek benzyny i różne chemikalia do
konserwacji żywności.
W małych okolicznych
piekarniach były zapasy mąki i drewna opałowego.
Podobnie było w innych fabryczkach i zakładach w tym
rejonie.
Przy ul. Hożej 55
znajdowała się znana odlewnia metali kolorowych należąca
do Braci Łopieńskich. Wyposażenie zakładu oraz zapasy
materiałowe, a zwłaszcza kilkaset kilogramów cynku,
zostały również wykorzystane przez służby
techniczno-saperskie sztabu "Obroży".
Zastępca kwatermistrza
- kierownik Kadry Obywatelskiej por. Władysław
Maliszewski "Wujek" - uruchomił służby gospodarcze
kwatermistrzostwa, na czele których stanęły kobiety
zrzeszone w Wojskowej Służbie Kobiet.
Pracą kuchni kierowała
przez cały czas powstania ppor. Jadwiga Buzdygan "Bola"
i jej zastępczyni Irena Fejgin "Irma". W kuchni
pracowały między innymi Wacława Nawrocka-Wołczyńska
"Jolanta" oraz 4 kobiety ze służby gospodarczej.
Pralnią w kwatermistrzostwie "Obroży" kierowała Maria
Przemieniecka "Janka", a szwalnią Aleksandra
Chrząszczyńska "Oleńka".
"Wytwórnia"
Dowódca saperów kpt. Michał Bucza "Mechanik" zorganizował przy ul. Hożej 51
jednostkę techniczną zwaną od pseudonimu dowódcy "Grupą
kpt. "Mechanika", z którą ściśle współpracował oficer
techniczny por. inż., Anatol Kiciński "Spawacz".
Powstała tzw. "Wytwórnia", na którą składały się:
rusznikarnia naprawiająca broń, produkująca
materiały wybuchowe, granaty i granatniki,
służby techniczne mające zadanie zabezpieczenie
dostawy energii elektrycznej i wody na wypadek
unieruchomienia elektrowni i wodociągów miejskich.
Niemal od pierwszych
dni powstania ruszyła produkcja butelek zapalających i granatów. Pracami kilku kobiet z WSK zatrudnionych przy
ich wytwarzaniu kierował plut. Stanisław Gładysz
"Jarema".
W dniu 5 sierpnia do
kpt. "Mechanika" zgłosił się inż. Mieczysław Łopuski
"Konstruktor" z propozycją współpracy przy produkcji
granatników. Ponieważ początkowe próby z wyrzutniami
granatów, działającymi na zasadzie kuszy, nie dały
dobrych wyników, inż. Mieczysław Łopuski zgłosił projekt
granatnika wykonanego z rur wodociągowych. Kpt. "Mechanik" przyjął propozycję. "Konstruktor" sprowadził
na teren "Wytwórni" Antoniego Wojdowicza, a ponadto
wciągnął do współpracy Kazimierza Schodowskiego i Jana
Wrzołdaka.
Ponieważ prace związane
z wykonaniem tego typu granatnika wymagały pewnej
obróbki maszynowej, wykorzystano w tym celu maszyny
znajdujące się na terenie fabryki dźwigów Groniowskiego
przy ul. Emilii Plater 10. Wkrótce został wykonany
prototyp granatnika. Próby wypadły pomyślnie, a ostra
próba przeprowadzona w obecności przedstawicieli Komendy
Okręgu potwierdziła przydatność broni. Przystąpiono więc
bezzwłocznie do seryjnej produkcji.
Do 19 sierpnia było
gotowych 6 granatników. Wyrzucały one po stromym torze
granaty wykonane również w "Wytwórni" na odległość
kilkuset metrów, wywołując wśród Niemców panikę.
Do produkcji skorup
granatów ręcznych wykorzystywano piece odlewnicze
fabryki Braci Łopieńskich przy Hożej 53.
W fabryce tej znajdował
się wówczas niewielki zapas cynku w ilości około 200 kg,
z którego rozpoczęto produkcję skorup granatów. Zarówno
formy skorup i same odlewy wykonywał pracownik Braci
Łopieńskich - Wilga. Wytopu cynku dokonywano w specjalnych piecach dołowych fabryki. Po zużyciu zapasu
cynku uzyskiwano z pokryć dachów zburzonych domów.
Granaty ręczne
wykonywano również z rur wodociągowych, napełniając je
materiałami wybuchowymi produkcji własnej lub uzyskanymi
z niemieckich niewypałów.
Na terenie "Jajczarni"
przy ul. Hożej 51 znajdywały się pewne zapasy saletry
amonowej i potasowej, jak również dobrze wyposażone
laboratorium chemiczne. Saletrę będącą środkiem silnie
utleniającym, mieszano ze sproszkowanym cukrem,
otrzymując w ten sposób mieszaninę, która w procesie
spalania powiększała swą objętość wytwarzając olbrzymie
ciśnienie. Tak uzyskiwano materiał wybuchowy zwany
szedytem, zbliżony własnościami do trotylu.
Cukier mielono
mechanicznie, przy użyciu wysoko wydajnych młynków
elektrycznych sprowadzonych z zakładu Strójwąsa.
Pewną ilość materiałów
wybuchowych oraz zapalników otrzymano z magazynów
Komendy Głównej AK, później zapalniki produkowano
również we własnym zakresie. Pracami tymi kierował inż. Eugeniusz Żochowski "Eugeniusz", mając do pomocy sierż. "Rudego" i plut. Stanisława Gładysza.
W połowie września inż. Mieczysław Łopuski "Konstruktor" uległ bardzo ciężkiemu
wypadkowi przy próbach z kolejnym wyprodukowanym
granatnikiem. Przeszedł bardzo ciężkie operacje ręki i nogi. Pracami przy produkcji dalszych granatników
kierował od tego momentu por. "Eugeniusz".
Ogółem w "Wytwórni"
wyprodukowano w czasie powstania ponad 25 granatników i kilkadziesiąt tysięcy różnego rodzaju granatów.
por. Tadeusz Baczyński "Damian"
strzelec grupy kpt. "Mechanika"
później w bat. "Zaremba-Piorun"
|