|
W II Rejonie "Celków" też było
Powstanie!
Dowódca
II Rejonu, mjr Henryk Okińczyk "Bil", przywiózł 28 lipca
1944 r. z Warszawy rozkaz o wprowadzeniu stanu
pogotowia. Rozkaz ten został następnego dnia przekazany
do wszystkich jednostek bojowych Rejonu. Ożywiły się
kontakty konspiracyjne, nastąpiło sprawdzanie sieci
alarmowej oraz przeglądy i przygotowanie broni w magazynach.
Na szosie
z Białegostoku do Warszawy wzmógł się w tym czasie ruch
wojskowych pojazdów niemieckich oraz różnych służb i organizacji pomocniczych okupanta. Momentami wyglądało
to jak panika. Natomiast miejscowi Niemcy zaczęli wracać
do pełnienia swoich funkcji. Wróciła żandarmeria,
gestapo i administracja cywilna.
30 lipca
dotarły w okolice Strugi od strony Wołomina dwa czołgi
radzieckie z 3 korpusu pancernego Armii Czerwonej.
Korpus ten przerwał obronę niemiecką na wschód od
Warszawy w nocy z 29 na 30 lipca, przebijając się przez
Okuniew w rejon Wołomina.
Miejscowa
drużyna plutonu 738 poprowadziła te czołgi drogami
leśnymi na skrzyżowanie szos Białystok-Warszawa i Zegrze-Rembertów. Tu został zaskoczony konwój samochodów
niemieckich, który w drodze do Warszawy zatrzymał się na
odpoczynek w Strudze. Ostrzelany i rozbity przez czołgi
radzieckie, konwój został opanowany przez drużyny
plutonu 738. Zginęło kilkunastu Niemców, dowódca konwoju
został wzięty do niewoli. Zdobyto znaczne ilości broni i amunicji, samochody zostały spalone. Ogień z płonących
samochodów przerzucił się na sąsiednie budynki
mieszkalne Strugi. Olbrzymi pożar i huk toczącej się
bitwy zaalarmował wszystkie oddziały II Rejonu,
rozmieszczone wzdłuż osi Białystok-Warszawa od Strugi
przez Pustelnik II, Pustelnik I, Marki aż do Zacisza
włącznie.
Dwie
drużyny plutonu 738 z Pustelnika, zaalarmowane przez
dowódcę plutonu sierżanta Jana Janczaka "Sosnę", zajęły
szkołę w Pustelniku, gdzie mieścił się niemiecki skład
broni. Zdobytą broń i amunicję przewieziono do Czarnej
Strugi.
W czasie
przewożenia rozkazu z kwatery dowódcy II Rejonu do
dowódcy 1 kompanii porucznika "Alfa" poległ szeregowy
Henryk Antczak "Wil".
Żołnierze
plutonu 737 z Marek, którego dowódcą był Stanisław
Dąbrowski "Wiktor", a zastępcą sierż. Eugeniusz Broma
"Wir-Wit", wraz z plutonem OW PPS, dowodzonym przez
ppor. Zygmunta Nazarczenko "Zbyszka", zbierali się w punkcie alarmowym obok cmentarza w Markach. Plutony
zebrane pod dowództwem ppor. St. Dąbrowskiego "Wiktora",
zastępcy dowódcy kompanii, przeniosły się do Czarnej
Strugi. Oczekiwał tu już pluton 738.
W czasie
uzupełniania oddziałów i sprawdzania zdobytej broni
dotarła wiadomość, że w Rościszewie i Pustelniku patrole
niemieckie przeprowadzają rewizję domów, znęcając się
nad ludnością i zabierają mężczyzn. Wysłano natychmiast
silny patrol dla ochrony ludności i sprawdzenia
sytuacji. Patrol zaskoczył Niemców, z których kilku
zginęło, a trzech wzięto do niewoli. Zdobyto samochód,
który przez dwa dni, dopóki wystarczyło benzyny, służył
kompanii do przewozu sprzętu, granatów i żywności.
Powodzenie
bojowe patroli w Strudze i Rościszewie oraz pojmanie
jeńców i zdobycie samochodu podniosły na duchu
wszystkich żołnierzy.
Rankiem
31 lipca przeprowadzono siłami całej kompanii atak na
czołgi niemieckie zgrupowane w rejonie szkoły w Pustelniku. Poszczególne plutony podciągnięto lasami jak
najbliżej Pustelnika. Jednakże nieprzyjaciel czuwał na
stanowiskach. Zmasowany ogień broni maszynowej sprawił,
że oddziały nasze, ponosząc straty, z trudem wycofały
się do lasu.
W przewidywaniu okrążenia przez pancerne siły niemieckie,
zbliżając się do Warszawy, Legionowa, Zegrza przez
Radzymin, dowódca kompanii porozumiał się z dowództwem
czołgów radzieckich i przystąpił do realizacji głównego
zadania kompanii przewidzianego na godzinę "W", a mianowicie zaryglowania szosy z Modlina i Zegrza
oraz szosy z Białegostoku.
Pluton OW
PPS pod dowództwem ppor. "Zbyszka" otrzymał rozkaz
zbudowania zapory przeciwczołgowej na szosie
Zegrze-Rembertów, na jej odcinku biegnącym przez las, na
północny zachód od Strugi oraz przygotowania stanowisk
ogniowych w tym rejonie.
Pluton
737 z Marek zajął stanowiska na Górze św. Antoniego i rozpoczął również budowę zapory przeciwczołgowej na
szosie.
Pluton
738 z Pustelnika i Strugi pod dowództwem sierżanta
"Sosny" wykonywał zadania bieżące, stanowiąc grupę
uderzeniową dowódcy kompanii.
Dowódca
kompanii "Alf" zameldował się u dowódcy czołgów
radzieckich, informując go o stanowiskach zajętych przez
kompanię i zapewniając o gotowości dalszego
współdziałania bojowego. Dowódca czołgów, obserwując
szosę w kierunku Warszawy, rozpoznał dwa czołgi
niemieckie, kontrolujące szosę wzdłuż Strugi aż do Góry
św. Antoniego i panujące tym samym nad sytuacją wzdłuż
"osi" w kierunku na Radzymin.
Wspólnie
ustalono plan. Wysłano patrol złożony z żołnierzy
plutonu 738 doskonale znający okolicę. Patrole ten,
dobrze uzbrojony w broń automatyczną i granaty, przedarł
się niepostrzeżenie przez zabudowania gospodarskie,
podwórka, ogrody i zagajniki w bezpośrednie sąsiedztwo
czołgów niemieckich. Czołgi miały otwarte włazy, a ich
załoga leżała na trawie w rowie obok szosy, obserwując
przez lornetki drogę w kierunku Radzymina. Serie z broni
maszynowej i granaty zaskoczyły Niemców, uniemożliwiając
im wejście do czołgów. Kilku z nich poległo na miejscu,
reszta rozproszyła się w sąsiednich zabudowaniach.
Dowódca patrolu, trzymając cały czas czołgi pod ogniem z broni maszynowej, przesłał meldunek do dowódcy kompanii
czołgów. Jeden z czołgów radzieckich wytoczył się
wówczas zza muru kościelnego na środek szosy i dwoma
celnymi strzałami zniszczył obydwa czołgi
niemieckie.
Wieczorem
wysłano drużynę w celu zbudowania zapór ze ściętych
drzew na leśnych odcinkach szos do legionowa, gdyż od
strony Zegrza i legionowa zagrażało teraz największe
niebezpieczeństwo, co relacjonowały patrole wysłane w tych kierunkach.
Na noc
główne siły kompanii zostały ściągnięte z pozycji
obronnych na Górze św. Antoniego i z zapory na szosie
zegrzyńskiej do wsi Pólko i tam rozlokowane na
nocleg.
Artyleria
niemiecka przeniosła teraz swój ogień na skrzyżowanie
dróg i na tę wieś, ostrzeliwując ją ogniem nękającym
przez całą noc.
W nocy
dowódca kompanii por. "Alf" uzgodnił z dowodzącym
czołgami radzieckimi, stacjonującymi we wsi,
przeniesienie oddziałów kompanii w kierunku Wołomina,
pozostawiając w Strudze tylko ubezpieczenie czołgów
radzieckich.
Oddziały liniowe "Obroży", Rejon II -
stan na 31.07.1944 r.
II R E J O N - Marki - kryptonim
"Celków"
komendant: kpt./mjr rez. Henryk
Okinczyc "Bil"
kompania 1- ppor. Albin Furczak
"Alf"
pluton 736 - ppor. Marian
Leszczyński "Sokół"
pluton 737 - ppor. rez. Stanisław Dąbrowski "Wiktor"
pluton
738 - st. sierż. Jan Janczak "Sosna"
kompania 2- ppor. Wacław Błachnio
"Znicz"
pluton 742 - ppor. Zdzisław
Gałązka "Bicz"
pluton 743 - ppor. NN
"Oleski"
pluton 744 - ppor. Zdzisław
Kołodziejczyk "Jar"
kompania 3- ppor. NN "Łokietek", mjr Zbigniew N "Grom"
pluton 739 - sierż. NN
"Sęp"
pluton 740 - ppor. NN
"Wrzos"
pluton 741 - sierż. Aleksander
Zawada "Topór"
oddziały podległe
komendzie II rejonu:
pluton 745 (749)
- Dywersji Bojowej - ppor. Henryk Dobak "Olsza"
("Olszański"), ppor. Stanisław Maciejewski
"Róg"
pluton łączności 746 - plut. Stanisław Dzierżą "Andrzej"
pluton
saperów 748 - plut. Adam Madej
"Łopata"
pluton sanitarny - por. sł. st. Sergiusz Hornowski "Adam"
Rano 1
sierpnia, po wczesnej pobudce, cała kompania w luźnych
szykach, rojami, opuściła wieś Pólko (wciąż ostrzeliwaną
ogniem nękającym przez Niemców), kierując się na
północny wschód, do Wołomina.
W Wołominie zatrzymaliśmy się na krótko, udając się do wsi
Nowa Wieś. We wsi tej stacjonowała główna siła
uderzeniowa 3 korpusu czołgów radzieckich wraz z jej
dowódcą w stopniu generała. Por. "Alf" udał się do
kwatery dowództwa wojsk radzieckich, meldując przybycie
swego oddziału oraz informując, że jutro rano kompania
ma zająć Kobyłkę i przeprowadzić rozpoznanie w kierunku
Zielonki. Generał plan zaakceptował i przydzielił dla
wykonania tego zadania dwa czołgi.
Rano 2
sierpnia cała kompania pomaszerowała w kierunki Kobyłki,
a wraz z nią dwa czołgi radzieckie. Po zajęciu Kobyłki
oddziały zatrzymały się na postój w szkole. Na wylotach
z osiedla wystawiono ubezpieczenia, zaś w kierunku do
Zielonki wysłano silny oddział rozpoznawczy.
W budynku
szkolnym w Kobyłce odbyła się pod dowództwem mjr.
Henryka Okińczyca "Bila" narada bojowa dowódców II Rejonu. Zdaniem większości uczestników narady zadaniem
walczących oddziałów powinno być, jak dotąd,
współdziałanie z czołgami radzieckimi i stosunkowo
szybkie przedzieranie się na północny wschód,
wsiąknięcie w lasy i po przebiciu się przez front,
włączenie się do oddziałów polskich nacierających od
wschodu. Plan ten został przyjęty, a dowództwo nad
całością oddziałów powstańczych objął mjr "Bil". Po
skromnym obiedzie wymaszerowano, wraz z towarzyszącymi
dwoma czołgami radzieckimi, z Kobyłki w kierunku
Wołomina.
Na
przedmieściach Wołomina było słychać odgłosy walki z nadciągającymi czołgami niemieckimi. Unosiły się dymy,
rozlegały się częste odgłosy wystrzałów. Na ulicach
Wołomina nasze oddziały, po wymianie ognia ze
zmotoryzowanymi patrolami sił niemieckich przeszły przez
miasto, kierując się na północny wschód. Po półtorej
godziny marszu minęła nas kolumna kilkunastu czołgów
radzieckich wycofujących się z Wołomina. Pozostawiliśmy
jeden pluton z zadaniem ostrzeliwania pojazdów
niemieckich, jakie ukażą się na drodze z Wołomina. Po
dwóch godzinach pluton wycofał się i połączył z nami.
Minęliśmy
więc Grabie Stare i skręcając na wschód dotarliśmy do
młodych zagajników, gdzie stały radzieckie czołgi.
Okazało się, że zorganizowano nową zasadzkę na czołgi
niemieckie, jednakże nie bardzo wierzyliśmy w jej
powodzenie, wiedząc, że wyczerpuje się paliwo i amunicja
w czołgach radzieckich. Po podaniu odzewu na hasło
posterunków radzieckich, przepuszczono nas. Przeszliśmy
jeszcze kilka kilometrów i zatrzymaliśmy się we wsi,
gdzie zmęczeni, głodni i przemoknięci, rozmieszczeni po
stodołach zasnęliśmy na sianie kamiennym snem.
Tymczasem
z Wyszkowa w kierunku Radzymina nadciągnęła niemiecka 19
dywicja pancerna. Oddziały tej dywizji w dniach 31 lipca
i 1 sierpnia znalazły się w rejonie Radzymina, zamykając
od północy kocioł pancerny wokół radzieckiego 3 korpusu.
1 sierpnia, po nawiązaniu kontaktu w okolicach Radzymina
z czołgami radzieckimi, Niemcy rozpoczęli natarcie
drogami w kierunku Wołomina poprzez wioski ciągnące się
wzdłuż dróg na północ od tego miasta.
Następnego
dnia, po pobudce i skromnym śniadaniu, zarządzono
zbiórkę i dowódca Rejonu mjr Okińczyc przedstawił
żołnierzom sytuację, Znajdowaliśmy się we wschodniej
części niemieckiego kotła pancernego. Oddział nasz był
za duży, by móc elastycznie operować w terenie. Przewaga
niemieckich sił pancernych nad radziecką jednostką
pancerną narzucała konieczność opuszczenia znanych nam
okolic, gdzie były nasze domy i przedarcie się przez
front, który - jak nam się wówczas wydawało - był bardzo
blisko. Jednak nie mieliśmy żadnego zaopatrzenia w żywność i umundurowanie, amunicja także kończyła się.
Zdobyte samochody ciężarowe, przewożące amunicję,
cięższą broń, żywność i rannych, zostały unieruchomione
w Wołominie z braku benzyny. W tej sytuacji dowódca dał
każdemu żołnierzowi prawo wyboru: wraca do domu, czy zostaje z nami i walczy dalej. Dla zastanowienia się
zarządzono 150minutową przerwę. Po upływie tego czasu
okazało się, że około 250 ludzi zdecydowało się na
powrót do domu. Pozostał oddział w sile mniej więcej 120
ludzi, dobrze uzbrojony w karabiny, broń krótką,
kilkanaście automatów niemieckich i radzieckich, 4
karabiny maszynowe, granaty. Jednakże byli to ludzie
zmęczeni i wycieńczeni, przemoczeni wczorajszym deszczem
i wymagający w związku z tym odpoczynku.
Pomaszerowaliśmy
jeszcze kilka kilometrów na wschód i zatrzymaliśmy się
we wsi Ręczaje - na odpoczynek, wyleczenie drobnych ran
i opatrzenie otartych nóg oraz dożywienie. Gospodarze,
spośród których wielu należało do ruchu oporu, nie
żałowali nam niczego.
W godzinach przedwieczornych zaczęli napływać do Ręczaj
żołnierze z rozbitych radzieckich jednostek pancernych.
Udostępniliśmy im swoje kwatery w stodołach,
zapewniliśmy wyżywienie i odpoczynek w ubezpieczanej
przez nas wiosce. Ranni dostali pierwszą pomoc lekarską,
udzielaną przez lekarza II Rejonu, ppor. Sergiusza
Hornowskiego "Adama".
4
sierpnia kompania opuściła Ręczaje, udając się bocznymi
drogami w kierunku na Poświętne. Przyłączyło się do nas
kilku czołgistów radzieckich. Mięliśmy zamiar przebić
się przez front i dołączyć do nacierających jednostek
polskich. Jednakże patrole nasze zaobserwowały
przemieszczające się w Poświętnem na Ręczaje niemieckie
jednostki 3 dywizji pancernej "Totenkopf". Wówczas w dowództwie naszego oddziału nastąpiła zmiana decyzji.
Zamiast dalszego przebijania się na wschód, co groziło
całkowitym rozbiciem oddziału, nie dając możliwości
połączenia się z oddziałami wojska polskiego,
postanowiliśmy zawrócić w kierunku południowo-zachodnim
i przenieść się w lasy okuniewskie. Wycofaliśmy się więc
z Poświętnego i małymi oddziałami przemknęliśmy się w lasy na północny zachód od Okuniewa.
9
sierpnia dowództwo naszego oddziału oceniło, że dalsze
walki leśne są niecelowe i podjęto decyzję rozwiązania
oddziału.
Do
zebranego w lesie oddziału przemówił mjr Henryk Okińczyc
"Bil". Podziękował wszystkim za odwagę w walkach i spełnienie obowiązku wobec ojczyzny. Odczytał także
rozkaz nr 34 komendanta II Rejonu z 7 sierpnia 1944 r.,
w którym na podstawie upoważnienia komendanta Okręgu
Warszawskiego, udzielonego przez dowódcę Armii Krajowej,
zostali odznaczeni Krzyżem Walecznych następujący
żołnierze: Stanisław Breda "Niedźwiedź", Janusz
Chyczewski "Czarny"-"Bażant", Jerzy Dolewski "Dan",
Ryszard Dolewski "Czarny", Marian Dudziński "Piec",
Albin Furczak "Alf", Stanisław Gościniak "Tur", Roman
Grabowski "Dziadek", Ryszard Jędrzejewski "Znój"-"Ryś",
Zdzisław Jędrzejewski "Jur", Kazimierz Kapica "Ślązak",
Kazimierz Kiełek "Krok", Jan Kołecki "Kok", Michał
Modelski "Pilot", Henryk Narwocki "Młot", Zygmunt
Nazarczenko "Zbyszek", Jan Pendzioł "Motor", Leszek
Pyfel "Orlicz", Jerzy Reutt "Orzeł", Ignacy Reutt,
Wiesław Sienkowski "Wicher", Ryszard Siennicki "Ryś",
Wacław Struś "Hal", Zdzisław Zieliński "Mietek".
Po
pożegnaniu z dowódcą II Rejonu "Bilem" i dowódcą
kompanii "Alfem" większość żołnierzy w pewnych odstępach
czasu i różnymi drogami wróciła do swoich stron
rodzinnych: Marek, Pustelnika, Strugi, Zielonki i Kobyłki. Inni próbowali w drobnych oddziałach przedostać
się przez front, jeszcze inni prowadzili dalej walki
partyzanckie z Niemcami.
Relacja ppor. Albina Furczaka "Alf",
dowódcy 1 Kompanii Osiowej II Rejonu "Celków" -
Marki,
VII Obwodu "Obroża" Armii
Krajowej.
|